Opublikowano:

Z ARCHIWUM OX: Supermoce (2015)

To nieco zabawne, że historia mojej dotąd najgłośniejszej płyty zaczęła się od trzech czapek.

Pewnego razu przeglądałem sobie stronę sklepu Urban Flavours – polecam, jeśli nie znacie, dobre chłopaki. Wpadły mi w oko czapki z symbolami superbohaterów. Pomyślałem, że mógłbym zrobić motywacyjny numer, w warstwie tekstowej w stu procentach zrozumiały dla każdego słuchacza, a klipem sugerujący drugie dno i komiksowe nawiązania. Dogadaliśmy się z UF, zrobiliśmy koszulki, a Konrad Jabłoński i Sztuku z ekipą zrealizowali klip. 11 piętro nieistniejącego już Prefabetu, minus piętnaście stopni, cienki t-shirt i zielona świeca dymna – żaden ze mnie Hal Jordan, ale prowadzący casting do rosyjskich Avengersów dostrzegłby we mnie potencjał.

Tak powstał „Bohater”.

Jako wieloletni fan komiksów nabrałem chęci na zrobienie cyklu w tej konwencji – tytuł „Supermoce” był oczywistym, pierwszym wyborem. Po raz kolejny do projektu zaangażowałem Tesza, tym razem w roli ilustratora każdego kolejnego tracku. Nagrałem luźny „Który kostium”, potem wleciał bangerowy „Kopodup” inspirowany Kick-Assem (niezłe filmy, ale komiksowe pierwowzory biją je na głowę, bardzo polecam). Po pewnym czasie ironiczny „Czy to ptak, czy to samolot” i zaraz po nim – niestety – długi okres klasycznej, Tomkowej stagnacji.

Do zebrania dupy po chyba dwóch latach zmobilizował mnie szereg niekorzystnych życiowych okoliczności. W marcu wkurwiłem się, rzuciłem pracę i zdecydowałem że płyta „Supermoce LP” wyjdzie za 3 miesiące, w moje urodziny, choćby nie wiem co. Pisałem przez miesiąc po parę(naście) godzin dziennie. Na początku czerwca płyta była nagrana.

„Zakładam maskę” pisałem z myślą, że będzie to pierwszy singiel, nie licząc czterech opublikowanych dużo wcześniej kawałków. To ważny dla mnie numer, mówiący o jednej z bardziej denerwujących mnie rzeczy w życiu. Klip kręciliśmy trzy dni, była to pierwsza tak profesjonalna produkcja, w której brałem udział.

Refren do „Mary Jane” napisałem w 2013 roku, wracając rano z 12 godzinnej nocnej zmiany w piekarni w Anglii – dorabiałem w wakacje. Wtedy też przez Internet dogadaliśmy się z Revo, że robimy płytę, do której niestety – jak wiecie – nie dojdzie. Doszło jednak do nakręcenia dwóch klipów do „Mary Jane”. Pierwszy był totalnym niewypałem i zdecydowaliśmy się go nie puszczać, dla dobra wszystkich. Drugi zrobiliśmy na spontanicznej ustawce, w czym pomógł nam Avanier. Numer zgodnie z przewidywaniami stał się jednym z faworytów, a stage diving na Kempie w 2016 roku na ostatnim refrenie to jedno z tych wspomnień, które zostaje ze mną na zawsze. Piękne rzeczy.

Warto wspomnieć o „Genki Damie”, hołdzie dla Dragon Balla zobrazowanym przez kilka bardzo udanych fanowskich mash-upów, mrocznym „Venomie” z Eripe (ciekawostka: to numer bez żadnego przekleństwa), czy udanej kooperacji z Ad.m.ą. – „Trujący bluszcz” to mój absolutny top tekstowy, jestem mega zadowolony z warstwy lirycznej. Na koniec pisana bite 6 dni popisówka „100 Naboi„, będzie to trzeba kiedyś powtórzyć.

Bardzo ważną osobą dla procesu produkcji był gitarzysta Matt Wyrzykowski. Poznany przez wspólnego znajomego, widziany na żywo po raz pierwszy dopiero 1,5 roku po premierze „Supermocy”. Gitarowy wajb zawsze był mi bliski i współpraca z taką osobą była czymś, co miałem w planach od dawna. Gdyby nie Matt, „Supermoce” brzmiałyby zupełnie inaczej. Niestety obecnie, jest on mocno zapracowany i lata po świecie, ale zdążył dograć kilka naprawdę kozackich partii na moją nadchodzącą w tym roku solówkę. Czekajcie na to!

Po waszych komentarzach i wypowiedziach widzę, że „Supermoce” starzeją się bardzo ładnie. Mi również świetnie wraca się do tego materiału, zwłaszcza że wiąże się z nim wiele wspaniałych wspomnień. Wiem jednak, że wiele osób nie sprawdziło tej płyty, z obawy że nie zrozumieją komiksowych nawiązań. Cały album pisany jest jednak tak jak „Bohater” – nawet gdy nie przeczytałeś w życiu ani jednego komiksu, warstwa tekstowa będzie dla Ciebie zrozumiała, natomiast każdy zajawkowicz wyciągnie z tego albumu jeszcze więcej. Myślę, że kiedyś wrócimy do tego świata… ale jeszcze nie teraz.

 

Opublikowano:

Z ARCHIWUM OX: „Słuchaj mnie” (2013)

Uważam, że dobry raper to taki, który potrafi sprawdzić się w każdej konwencji. Mam oczywiście swój ulubiony typ czy klimat muzyki, ale czym wygodniej czuję się w danej formie, tym bardziej ciągnie mnie do nowych wyzwań. W taki właśnie sposób, po słonecznym, funkowym „Z tym będzie Ci jeszcze łatwiej” przyszła pora na oniryczne „Słuchaj mnie EP”, wyprodukowane przez duet o wiele mówiącej nazwie Nocne Nagrania.

Siedziałem pod wrocławską Magnolią przesłuchując nową płytę Tusza na Rękach z Voskovymi. Spodobała mi się i spontanicznie wysłałem Tuszowi maila z propsami. Odpisał mi, przy okazji sprawdził sobie moje rzeczy i zaproponował wspólny numer. „Uwolnić umysł”, bo tak się nazywał, stał się tytułowym kawałkiem na kolejnej płycie Kuby. Producentem tracka był Szatt, który wraz z Nowokiem tworzył skład Nocne Nagrania i od słowa do słowa zdecydowaliśmy się zrobić coś wspólnie.

Spośród kilkunastu wysłanych bitów wybrałem 6, z których powstała EP-ka. Klimat muzyki narzucił mi specyficzny sposób pracy – ochotę na pisanie czułem zwykle w bardzo późnych godzinach nocnych, często wracając samotnie przez puste, ciemne miasto. „Z nurtu” to kawałek, który najlepiej oddaje stan, jaki odpalały we mnie bity Nocnych Nagrań wśród miejskich zakamarków i ogromnych, szarych bloków.

 

Moim faworytem z płyty pozostaje jednak „Wiele szans”. Bit do tego kawałka został wykorzystany w wygranym przez Nowoka finale mistrzostw polski beatmakerów. (https://www.youtube.com/watch?v=mVQXHa_KX3c, przesuńcie na 7:58 – sprawdźcie reakcje ludzi :)),

 

Musiałem dłuuugo prosić o możliwość wykorzystania tego bitu, ale na szczęście się udało. Kawałek to followup do jednego z moich ulubionych, klasycznych polskich storytellingów, jakim jest „Jedno życie” Dizkreta, Stasiaka i Pezeta i do dziś pozostaje w ścisłej czołówce moich spokojniejszych numerów.

Dziś wracając do tej płyty upewniam się, że należy jej słuchać jedynie po zmroku, a najlepiej po północy, gdyż dopiero wtedy ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Upewnij się, że nikt nie będzie Ci przeszkadzał, wyjdź na balkon lub na nocny spacer po osiedlu, zapal sobie i słuchaj mnie.

Posłuchaj

Kup

Opublikowano:

Z ARCHIWUM OX: „Z tym będzie Ci jeszcze łatwiej” (2011)

Pomimo, że nie jest to pierwszy album, który nagrałem, uważam go za swój podziemny debiut, dlatego też otwieram nim cykl „Z archiwum OX”, w którym wrócimy sobie do nieco starszych nagrań.

Zanim jeszcze w pełni uwierzyłem w możliwość życia z muzyki, mocno interesowałem się rozwojem osobistym. Zacząłem od sprzedaży, przez szeroko pojętą komunikację, hipnozę, NLP, z rozpędu poszedłem nawet na studia psychologiczne. Obserwowałem i starałem się wykształcić w sobie pozytywne nawyki myślowe. Zauważałem też coraz więcej osób, które same robiły sobie krzywdę poprzez niepraktyczne, krzywdzące przekonania.

Efektem tych przemyśleń był utwór „Zmieniasz siebie”, a zaraz po nim „Z tym będzie Ci jeszcze łatwiej”. Kawałki pisane przy użyciu m.in. wzorców językowych z tak zwanej hipnozy ericksonowskiej, miały na poziomie świadomym przekazywać pozytywne, optymistyczne treści, a na poziomie nieświadomym wpływać na zachowania i przekonania słuchaczy. W tej sposób narodził się pomysł stworzenia „terapeutycznego” koncept-albumu, którego celem byłoby poprawianie słuchaczowi humoru i – w miarę możliwości – dokonywanie nawet poważniejszych zmian.

Wybrana tematyka świetnie komponowała się z bardzo silną zajawką na funk, którą miałem w tamtym okresie. Nieco naiwne, hurraoptymistyczne podejście do życia zaowocowało wesołymi tekstami, co razem złożyło się na bardzo pozytywną, energiczną płytę. Pierwszy zamysł był taki, by ukazała się ona na autorskich bitach. Niestety, moja baza producencka na tamte czasy była dość skromna, więc skończyło się na dwóch remixach Marfa i Nastyka oraz bonus tracku wyprodukowanym przez tego drugiego – utwory te trafiły na płytę w wersji oryginalnej i zremixowanej.

Po latach sporo zmieniło się w moim podejściu do życia i muzyki. Jest dużo bardziej cyniczne i nieco chłodniejsze, a hurraoptymizm został w naturalny sposób zastąpiony przez… pozytywny realizm? Mimo to, wciąż lubię czasem wrócić do ZTBCJL. Najważniejsze jednak, że do dziś piszą do mnie osoby, którym ta płyta pomogła w ciężkich momentach ich życia i pozwoliła ruszyć dalej. Każda taka wiadomość świadczy o tym, że udało się osiągnąć zamierzony cel i stworzyć coś więcej, niż tylko krążek z kilkunastoma wesołymi kawałkami.

Okładka, którą widzicie na górze to nowa wersja, przygotowana na reedycję płyty w 2016 roku. Jej autorem jest oczywiście Tesz. Oryginalną okładkę naszkicował mój kolega Krystian Stańczyk, a ja poddałem ją końcowej obróbce. Tak to wyglądało:

Osoby, które kupiły reedycję, ale wolą starą wersję okładki nie tracą absolutnie niczego – wystarczy odwrócić wkładkę na drugą stronę i mamy back to oldschool.

Posłuchaj

Kup